- Feleczku, skarbie, czy mógłbyś zanieść babci ten koszyk pełen smakołyków? – Powiedziała łagodnym głosem Elżbieta, lecz było widać, że druga ręka trzymająca patelnię była mocno zaciśnięta. Tak mocno, że palce wgniatały się w metal. Blondyn patrzył na nią wielkimi, niewinnymi, jasnozielonymi oczami aniołka, natomiast nogą popychał puszkę różowej farby w głąb krzaków.
- Jasne. – Odrzekł bez sprzeciwów. Matka założyła mu czerwony płaszczyk z kapturem uszyty przez jego babcię, podała koszyk i małą mapkę, na której była namalowana droga do domku babci poprawiona czerwonym flamastrem.
- Nie zbaczaj z wyznaczonej ścieżki, idź prosto do babci i uważaj na złe wilki. – Spojrzała surowo, lecz po chwili uśmiechnęła się. – No, ruszaj! – Popędziła go, a Feliks odszedł pośpiesznie z nadzieją, że Elka nie zauważy różowego kucyka na ścianie domu. Ale matce co innego było teraz w głowie, bo biegła do domu krzycząc coś w stylu „Roderich! Chałupa wolna, wyjmuj instrument!".
***
Feliks, a raczej Czerwony Kapturek jak większość w zwyczaju miała go nazywali ze względu na jego uroczy szkarłatny płaszcz z kapturem, usłyszał szum wody. Schował mapkę do koszyczka i zszedł ze ścieżki wychodząc na polanę przedzieloną małym strumykiem. Słoneczko mocno świeciło, wiatr szumiał między liśćmi drzew, a kwiatki mocno pachniały. Felek przykucnął przy rzędnie ślicznych kwiatuszków i już miał zacząć je zbierać, gdy usłyszał obcy głos.
- Oooo? A kogoż my tu mamy? – Zaskoczony Felek zerwał się na równe nogi wraz ze swoim koszykiem, a zza krzaków wyłonił się wilk, zły wilk.
- Co tutaj robisz, Kapturku? – Spytał z przenikliwym uśmieszkiem. Blondyn zamarł. Stał przed nim wilk, sam w swojej osobie. Siwe włosy, krwiste oczy i blada skóra. Serce zadudniło mu ze strachu.
- N-nie… Ja…? Nic. - Wycofał się kilka kroków do tyłu zaciskając dłonie na uchu wiklinowego koszyczka, lecz zły wilk miał o wiele dłuższe nogi i po kilku podobnych krokach znalazł się tuż obok niego. Na jego twarzy jaśniał szeroki uśmiech, lecz nie koniecznie miły. Pochylił się nad zielonookim i zapytał jeszcze raz.
- Co tutaj robisz… Kapturku? – Ostatnio słowo wypowiedział w sposób tak tajemniczy i seksowny, że chłopak poczerwieniał.
- S-skąd wiesz j-j-jak się na-nazywam?! – Wydukał idąc tyłem, a w jego kroki szedł czerwonooki.
- Jak mógłbym cię nie znać? Czerwony Kapturek to dość popularna osoba w tych okolicach. – Feliks idąc na oślep wpadł na drzewo, białowłosy zatrzymał się tuż przed nim i oparł ręce po obu stronach jego głowy. Szmaragdowe oczy spoglądały gdzieś na boki unikając kontaktu wzrokowego z wilkiem. Lecz nie potrafił się powstrzymać przed spojrzeniem na niego i zaczął ukradkiem obserwować go. Biała skóra podkreślała płonące szkarłatne oczy wilka, które wpatrywały się w niego sprawiając, że blondynowi robiło się gorąco. Gdy albinos spostrzegł drżące spojrzenie znad mocnych rumieńców zachwycony oblizał usta i uśmiechnął się ukazując rząd białych zębów wraz z ostrymi kłami. O-on mnie zje! - Panicznie pomyślał Feliks i jeszcze mocniej przycisnął się plecami do drzewa zaciskając oczy. Nie chciał na to patrzeć. Nagle nastąpiła cisza pełna napięcia aż blondyn dosłyszał dźwięk powietrza wciąganego przez nos. Lekko otworzył prawe oko i zaczął badać, co się dzieje. Zdziwił się, gdy spostrzegł wilka kucającego przed nim i obwąchującego koszyk.
- A co tu takiego masz? – Uniósł rożek koronkowej chusteczki, która zakrywała zawartość koszyka i wetknął tam nos. Co za zwierzę… – mruknął w myślach Kapturek.
- To dla babci. – Objął koszyk ramionami i odwrócił się do wilka bokiem. – Nie dam ci go. – Powiedział stanowczo.
- Ooooo... – Zachichotał Gilbert siadając na trawie. – A co w nim jest? – Wyraz twarzy białowłosego nagle się zmienił, wydawał się… dziecinny, lecz mimo tego Felek postanowił z nim nie zadzierać.
- Umm… M-makowiec, kilka ulubionych przysmaków babci i butelka w-wódki… - Mruknął przeglądając zawartość koszyczka.
- Pyszności! – Zamerdał siwym ogonem. – Czekaj… Wódka? – Zastanowił się i pobladł.
- Um… Hehe. – W głowie wciąż słyszał „wódka", co sprawiało u niego zimny dreszcz, ale opamiętał się. - A właściwie… to którędy będziesz szedł? Znam dobrze tę okolicę i nie przypominam sobie żeby ktoś tu mieszkał. – Rzekł niby obojętnie spoglądając w niebo.
- A… - Blondyn wyciągnął małą mapkę z koszyka i pokazał Gilbertowi. – Ostatnio rodzice postanowili żeby babcia się przeprowadziła, bo wokół jej starego domku kręciło się wiele dziwnych osób. - Wilk uśmiechnął się dziko, lecz zza rozłożonej mapy Kapturek nie był w stanie tego zauważyć.
- No cóż… - Zły wilk wstał otrzepując spodnie. – Będę się zbierać, mam jeszcze coś do załatwienia. – Wymamrotał rozciągając się. Chłopak właśnie składał mapkę, a Gilbert schylił się ku ziemi żeby zerwać kwiatek.
- A ty… - Blondyn zdziwił się, miał nadzieję, że to już koniec tej rozmowy. Poczuł chłodną dłoń na swoim policzku. - …pozbieraj trochę tych ślicznych kwiatuszków dla swojej babci. – Gilbert wsunął mu między włosy zerwany kwiatek. Policzki Czerwonego Kapturka zalały się rumieńcami, a serce zadygotało.
- Do zobaczenia! – Pomachał mu białowłosy poczym schował ręce do kieszeni u spodni idąc w stronę krzaków i znikł w nich. Feliks zszokowany stał w miejscu. Wypuścił koszyk z dłoni i skulił się nakrywając głowę kapturem, którego czerwień zlewała się z zawstydzoną twarzą chłopaka.
***
Zły wilk pędził co sił w nogach, całkiem nieźle znał tę okolicę i po kilku chwilkach już był w domu.
- Ludwiś! Ludwiś! – Wrzeszczał obchodząc dom dookoła i uderzając w ściany raz otwartą dłonią a raz pięścią. Nagle otworzyło się okno a wilk nie zdążył wyhamować i walnął prosto w szybę.
- Czego tak hałasujesz?! I jeszcze latasz wokół domu jakby był czas na okres godowy! – Opierniczył starszego brata i ponownie schował się w pomieszczeniu. Szkarłatnooki pośpiesznie podniósł się krzycząc.
- Wiem gdzie mieszka babcia! – Gwałtownie wsunął głowę przez okno i uderzyli się czołami z Ludwigiem, lecz jedyna osoba, która w tej chwili odczuła ból to Gilbert.
- Co?! Jesteś pewien, że chodzi o TĘ babcię?! – Podekscytowany Ludwig oczekiwał odpowiedzi.
- Taaa… - Wysyczał masując głowę. – Ty masz tam metalową płytkę, czy co? – Jęczał z bólu pokładając się na ziemi. Drugi wilk wyskoczył przez okno.
- Szybko, mów gdzie!
- Oww… Na Białej Polanie… Idź strumykiem od naszej strony, leśniczy może mieć dziś obchody na leśnej ścieżce. – Tłumaczył albinos, gdy nagle brat objął go mocno przewalając ponownie na ziemię.
- Aaaała! – Wystękał, ale cieszył się. W końcu nie pamiętał, kiedy Lud ostatni raz się do niego przytulał. Blondyn był szczęśliwy, Gilbert widział to i sam nie mógł przestać się uśmiechać.
- Dobra, idź już. – Pogłaskał Ludwisia czochrając mu jeszcze bardziej włosy, które już od dawna były w nieładzie. Niebieskooki wstał, zły wilk wciąż śmiał się pod nosem, lecz spostrzegł, że jego brat wciąż stoi w miejscu.
- Hej! Co jest? – Gilbert pokierował wzrok na jego twarz i zdziwił się. Oczy Ludwiga był zaczerwienione.
- E! Eeee?! Będziesz beczeć?! – Blondyn poczerwieniał i wrzasnął.
- Jasne, że nie! – Odwrócił wzrok i pociągnął nosem. Albinos wiedział jak bardzo brat jest mu za to wdzięczny.
- No idź już… - Mruknął podpierając głowę dłonią.
- A ty? – Zapytał z nutką troski w głosie. Lecz zły wilk nic mu nie odpowiedział jedynie wyszczerzył zęby. Blondyn przez chwilę zawahał się, ale w końcu popędził do domu babci.
- Heh… Głupi… Jesteś za dobry… - Zaśmiał się chrapliwie przecierając oczy dłonią. – Jesteś dobrym wilkiem. – Wstał ociągając się.
– Ja również zamierzam się dobrze bawić. – Po tych słowach oczy złego wilka zabłysły krwiście, poczym ruszył w drogę.
***
Gilbert już cieszył się na myśl o samotnym Kapturku siedzącym przy rzędzie kwiatuszków. Lecz im był bliżej tym coraz bardziej miał wrażenie, że coś nie jest tak jak chce. W końcu dotarł na miejsce i wychylając się cichutko zza drzewa spostrzegł miejscowego leśniczego gawędzącego z Feliksem. Wbił paznokcie w drzewo i skrzywił się groźnie. Bezszelestnie zbliżył się do nich w ukryciu i zaczął nasłuchiwać rozmowy.
- A tak właściwie, to co tu robisz? Nie powinieneś kręcić się w takich miejscach samotnie. – Toris zwrócił mu uwagę.
- Wiem, ale mama wysłała mnie do babci. Mam jej dać tę wódkę, makowca i… - Nagle przerwał mu jąkliwy głos brązowowłosego.
- W-wódkę?! Musisz uważać! A jeśli Iwan gdzieś się tu szlaja? – Ostatnie zdanie wypowiedział szeptem pochylając się nad blondynem, który zaczerwienił się.
- Iwan? Nie… Widziałem tylko wilka. – Mruknął Felek przekładając z ręki do ręki uzbierane kwiatki.
- CO?! I dopiero teraz mi to mówisz?! Coś ci zrobił?! – Leśniczy przykucnął na prawe kolano i zaczął przyglądać się blondynowi a Gilbert groźnie warknął, lecz nikt go nie dosłyszał między wrzaskami Torisa.
- Teraz to już ci na pewno nie pozwolę iść samemu. – Postanowił ciemnooki. – Uff… Na szczęście, chyba nic ci nie zrobił… Dzięki Bogu. – Odetchnął z ulgą.
- Pozwolisz, że cię odprowadzę? – Spytał uprzejmie podając dłoń Felkowi. Jasnooki bez wahania uwiesił się na Leśniczym i ruszyli w stronę domku babci, a za nimi po krzakach skradał się zły wilk przeklinając leśniczego.
- Szlak! Zepsuje mi całą zabawę. – Zazgrzytał zębami. Dobra! Już nieważne! - Pomyślał rozczarowany. Białowłosy już miał wycofać się i wrócić do siebie, gdy spostrzegł domek babci Kapturka, a w oknie głowę swojego brata. Przeraził się! A jeśli ten przydupas zabije Ludwisia?! - Taka myśl przyszła mu do głowie. Nie wiedział, co zrobić. Bezmyślnie wybiegł z krzaków i rzucił się w stronę Feliksa i Torisa. Zarzucił sobie Kapturka na ramię i zaczął pruć w przeciwną stronę ile sił w nogach. Brązowowłosy przez chwilę był zdezorientowany, lecz opamiętał się i pobiegł za nimi ładując strzelbę. Gilbert przeklinał się w głowie, lub po prostu wsłuchiwał się w wyzwiska ze strony Czerwonego Kapturka, który okładał go koszykiem.
- No co ty se generalnie myślisz kretynie?! Puszczaj mnie ty siwy zboczeńcu! – Piszczał mu do ucha. Blondyn starał się wyrwać z uścisku złego wilka, lecz nie udało mu się. Z początku przerażony Gilbert zaczął odczuwać teraz satysfakcję i adrenalinę, która chyba uderzył mu do głowy. Albinos zaczął dziko szczerzyć kły i chichotać. Toris nabrał prędkość w biegu, już wyciągał dłoń ku Feliksowi, gdy nagle rozbawiony szkarłatnooki dał klapsa blondynowi, który zszokowany poczerwieniał jeszcze bardziej i wypuścił koszyk na Leśniczego wywalając go. I w tej chwili znikł między krzakami wraz ze swoją wrzeszczącą zdobyczą.
***
Z czasem Feliks w końcu zamilkł a Gilbert doszedł do swojego domku, w którym sypiał wraz z bratem. Wszedł do środka, nogą zatrzasnął drzwi i usadził blondyna na niepościelonym łóżku. Na chwilę odwrócił się od niego szukając czegoś, czym będzie w stanie go związać, na szczęście znalazł sznur. Gdy odwrócił się spostrzegł, że blondyn zmierza na czworaka ku wyjściu.
- H-hej! – Rzucił się na niego ze sznurem.
***
Po małych zapasach na ziemi w końcu udało mu się go związać, ale miał z tym nie lada kłopot, bo blondyn nie chciał jakoś szczególnie ułatwić mu tej sprawy i okładał go w każdy możliwy sposób.
- O mój! Jaki ty jesteś głośny! – Warknął na zielonookiego.
- Co ty sobie myślisz tak mnie porywać?! – Z całą siłą nadepnął mu na nogę. Białe uszy i ogon stanęły dęba z wrażenia.
- Niech cię ty mały…- Wystękał obolały tym razem opuszczając wilcze uszka w dół. – Zrobiłem to w obronie brata! – Wrzasnął. Złapał go za płaszcz, pociągnął w górę i pchnął na łóżko. Felek wylądował tyłkiem na o dziwo miękkim materacu, lecz uderzył plecami o ścianę.
- A co ja mam z nim wspólnego?! – Warknął, czuł się zagubiony w całej tej sytuacji.
- Był niedaleko! A gdyby ten palant go zobaczył mógłby się na niego rzucić ze strzelbą! – Podał przykład.
- Nie prawda! Nie zrobiłby tego! – Blondyn bronił leśniczego. – Toris nigdy by go nie skrzywdził bez powodu!
- Ha?! A to, że był w pobliżu domku twojej babci to nie jest wystarczający powód?
- TY! Co on tam robił?! – Felek zmarszczył brwi. – On jest u mojej babci?! Co planujecie?!
- Jesteś strasznie wyszczekany… - Warknął Gilbert, poczym wyszczerzył rząd ostrych, białych zębów. – Nie szkodzi… Dzięki temu nie będzie tak nudno. – Zły wilk wszedł na łóżko, które skrzypnęło pod jego ciężarem. Blondyn mocniej przycisnął się do ściany.
- O-odsuń się! – Wrzasnął wierzgając wolnymi kończynami. Białowłosy złapał za kłopotliwie latające w powietrzu nogi chłopaka i unieruchomił je siadając na nich. Serce Feliksa zupełnie oszalało, chłopak czuł jakby wewnątrz piersi miał bijący dzwon kościelny. Spalił buraka i odwrócił twarz na bok zasłaniając się jasnymi włosami.
- Interesujące… - Szepnął krwistooki przyglądając się młodzikowi. Położył dłoń na kolanie blondyna, a ten drgnął. Białowłosy oblizał usta i przejechał ręką wzdłuż nogi w stronę uda, gdy nagle na coś natrafił.
- Hm? Co to? – Złapał za czerwony materiał sukienki Felka i pociągnął do góry.
- C-c-c-c-co ty r-r-ro-obisz?! – Wydukał zielonooki.
- To… bokserki? – Zdziwił się albinos.
- A czego się spodziewałeś?! Stringów?! – Warknął zawstydzony Kapturek.
- Skąd wiedziałeś? – Gilbert udał zawiedzioną minkę, poczym uśmiechnął się chytrze i wyciągnął dłoń w stronę Felka by zaczesać mu kosmyk blond włosów za ucho.
- Patrz na mnie uważnie to może się czegoś nauczysz. - Wymruczał niskim głosem, co sprawiło, że ciało blondyna przeszły dreszcze, a policzki nabrały jeszcze intensywniejszego koloru. Wilk musnął palcami rozpalony policzek chłopca zjeżdżając do brody. W jasnych oczach blondyna zamigotały iskierki. Zrobiło mu się gorąco, pokierował skrępowany wzrok gdzieś na bok lekko dysząc.
- Już się podnieciłeś? – Zaśmiał się szkarłatnooki. – Za szybko. – Złośliwy uśmieszek nie schodził mu z twarzy.
- M-morda… - Młodzik poczuł się upokorzony, zamknął oczy z nadzieją, że wszystko się zaraz skończy jak zły sen, lecz Gilbertowi się to nie spodobało.
- Ignorujesz mnie? – Spytał surowym głosem pośpiesznie rozwiązując czerwoną kokardę z płaszcza blondyna, który zsunął mu się z ramion i odsłonił uroczy biały fartuszek. Albinos położył jasnookiego na łóżku. Był dziwnie spokojny, w ogóle mu się nie sprzeciwiał. Wilk rozwiązał fartuch Kapturka, poczym rozpiął kilka czarnych guzików by odsłonić jego klatkę piersiową. Wsunął zimną dłoń pod materiał ubrania i koniuszkami palców wyszukał jego sutek. Feliks zacisnął mocno oczy, gdy Gilbert potarł lodowatą dłonią o jego skórę. Albinos pochylił się ku szyi chłopaka i pocałował ją. Polizał swoje usta i przyssał się do chłopaka. Feliks lekko otworzył oczy i spostrzegł merdający ogon złego wilka. J-jakie urocze! - Nie mógł się powstrzymać by tak nie pomyśleć. Spoglądał na ten siwy ogonek maślanymi oczyma, gdy właściciel tego oto cudeńka na siłę zsunął z niego górną część sukienki.
- Jaki słodziutki widok. – Mruknął wpatrując się w ciało blondyna.
- H-hej! – Wrzasnął Kapturek.
- O! Więc jednak mnie obserwujesz? – Wyraz twarzy albinosa nieco się zmienił, wydawał się taki zadowolony, a może po prostu pobudzony. Białowłosy objął chłopca i wtulił się w jego pierś.
- Aaaach~! To uczucie. – Wymruczał zachwycony wilk nasłuchując szalejącego serca Feliksa, natomiast on sam nie wiedział, co myśleć w tej chwili.
- …co ty robisz? – Spytał szeptem blondyn.
- Cicho! – Bąknął Gilbert i wsunął dłoń między nogi Feliksa. Kapturek bez chwili wahania wrzasną mu prosto w ucho.
- Ty głupi zboczeńcu! Nie napastuje się nieletnich!
- N-nieletnich?! – Zdziwił się. – Ty jesteś nieletni? – Powtórzył niedowierzając.
- Morda! Japa! Zamknij się! – Blondyn nie rozumiał czemu, ale poczuł się jeszcze bardziej zawstydzony i poniżony niż wcześniej. – SIAD! – Gilbert nastawił uszy i ogon do pionu i usiadł prosto. Zaskoczony Kapturek zamrugał kilkakrotnie przyglądając mu się. Zły wilk siedział na klęczku przed nim i wyglądał na podirytowanego.
- To może teraz mnie rozwiążesz? – Zaproponował Feliks, na co białowłosy wyciągnął w jego stronę ręce i złapał go za policzki, poczym zaczął je rozciągać z wielkim złośliwym uśmiechem na twarzy.
- Ał, ał, ał, ał! – Pojękiwał Czerwony Kapturek.
- Ty mały..! – Warknął na niego, wciąż był nabuzowany ze złości.
- Tho ne fair! – Wybełkotał zielonooki. Jasne oczy Felka błyszczały się, bo z bólu napłynęły mu pojedyncze łezki. – Jus wystacy… - Wilk wstrzymał się i przyjrzał zaczerwienionym policzkom chłopaka. Westchnął drapiąc się po głowie i po chwili rozczochrał włosy Feliksowi. Rozwiązał go, podszedł do drzwi, otworzył je i mruknął.
- Chodź. – Wyszedł pierwszy. Kapturek jeszcze siedział na łóżku i wpatrywał się w otwarte drzwi. Naburmuszył czerwone, obolałe policzki i burknął.
- Debil… - Po czym zabierając swój fartuch i płaszcz szybko za nim wybiegł.
***
- Czekaj! – Wrzasnął blondyn biegnąc za wilkiem. – Musisz tak lecieć? – Mruknął, gdy dogonił Gilberta. Szkarłatnooki szedł pośpiesznym krokiem, był zupełnie cicho i patrzył tylko przed siebie.
- Hej! Głupi zboku! – Warknął Kapturek. – Gdzie mnie prowadzisz?
- Cicho bądź. – Odmruknął mu i ponownie nastąpiła cisza. Białowłosy prowadził go lasem. Żadnych dróżek, ani wydeptanych ścieżek.
- Co tak pędzisz? – Feliks ponownie podjął się wyzwania i odezwał do wilka. – Znów przyśpieszyłeś. – Nagle krwistooki zatrzymał się, a Kapturek wpadł na niego, uderzając nosem o plecy wilka.
- Ał! – Jęknął zielonooki. – Czemu stoi..? – Zaczął mówić podniesionym głosem, gdy Gilbert po prostu zasłonił mu dłonią usta.
- Mówiłem cicho..! – Warknął groźnym, lecz stłumionym głosem na chłopaka. Feliks zauważył, że białowłosy wciąż wydaje się podirytowany. O co mu chodzi? – Pomyślał blondyn. Dłonie wilka były duże i zimne, lecz niezwykle miłe w dotyku. Jasnooki zarumienił się.
- Teraz bądź najciszej jak potrafisz. – Szepnął do chłopaka nawet nie spoglądając na niego. Głupi głupek..! – Mruknął w myślach Felek.
- Widzę leśniczego… - Dopowiedział po chwili krwistooki, a blondyn nagle ożył. Zaczął się szamotać na boki i coś bełkotać.
- Thoris! – Słowa Kapturka były tłumione przez rękę wilka, a nawet dość niezrozumiałe, ponieważ podczas mówienia jedne z palców Gilberta wpadł mu do ust. – Wyjasne mu wshystko!
- Nie bądź głupi..! – Czerwonooki zazgrzytał zębami, tym razem oburącz zasłonił mu usta. Lekko poczerwieniał. Wargi zielonookiego były miękkie i sprężyste. Odwrócił zawstydzony wzrok na bok i wycofał się z Feliksem w głąb krzaków.
- Słuchaj dzieciaku, później mu wszystko wyjaśnisz. Teraz nie ma na to czasu. – Szeptał młodzikowi do ucha. – Tak czy siak i tak skończę pod sądem jego strzelby. – Feliks poczuł się dziwnie słysząc coś takiego. – Nieletni… - Wilk mruknął cicho do siebie. - … myślałem, że to już ten czas… - Zasłonił poczerwieniałą twarz uwalniając jasnookiego.
- C-co mówiłeś? – Spytał Felek łapiąc świeże powietrze. – Niedosłyszałem…
- Nic nie mówiłem… - Zaprzeczył białowłosy i pstryknął go w czoło ze złośliwym uśmieszkiem.
- Ał! – Kapturek złapał się za czoło i spojrzał wkurzony na Gilberta, a ten mu odpowiedział rozbawiony.
- No co? Dokuczanie ci sprawia mi tyle radości. – Usiadł na ziemi, blondyn przykucnął obok niego. Oboje zupełnie zapomnieli, co tu robią.
- To… - Białowłosy zaczął niby obojętnie. - …ile masz w końcu lat?
- Hm? 17, a co? – Mruknął jasnooki, a wilk się załamał. Nosz kuźwa mać, jeszcze rok, pomyliłem się o rok! – Wrzasnął na siebie w myślach.
- Coś się stało? – Spytał Kapturek przysuwając się bliżej towarzysza.
- Co? Nie… - Mruknął szkarłatnooki rumieniąc się. Podrapał się po lekko zaczerwienionym uszku i spostrzegł, że blondyn siedzi znacznie bliżej niż przedtem. Oparł się dłońmi o ziemię i odchylił głowę do tyłu spoglądając na niebo widoczne między łagodnie poruszającymi się liśćmi drzew. Zastanawiał się nad czymś. Feliks przyglądał mu się uważnie. Sam nie wiedział, czemu, lecz ten wilk ma w sobie coś dziwnie znajomego. Kapturek spuścił wzrok na ziemię. Siedzieli tak przez spory czas, nagle ni z tego ni z owego Gilbert zaczął merdać ogonem. Wpierw powoli i delikatnie, a z czasem coraz szybciej. Jasnooki zerknął na niego ukradkiem. Białowłosy uśmiechał się łagodnie, miał przymknięte oczy, pod którymi znajdowały się zaczerwienione policzki. Wydawał się zadowolony. Ciekawe, o czym myśli… - Zastanawiał się blondyn. Felek skorzystał z nieuwagi wilka i sięgnął dłonią ku siwemu ogonowi. Od razu w chwili, gdy dłoń Kapturka dosięgła ogona, właściciel gwałtownie otworzył oczy i odskoczył do tyłu wychodząc z krzaków wprost pod strzelbę leśniczego. Białowłosego przeszedł zimny dreszcz, a Toris z groźnym uśmiechem satysfakcji spytał.
- Dobrze się bawiłeś?
- J-jakoś nie miałem okazji… - Odrzekł niby to groźnym, a niby łagodnym tonem głosu. Szatyn już chciał pociągnąć za spust, gdy Feliks zauważył to i krzyknął.
- Stój! – Leśniczy zawahał się, co uratowało wilka. Gilbert szybko podbiegł do zielonookiego i zarzucił sobie go przez ramie, poczym uciekł.
- Debilu! Mogłem z nim porozmawiać i wszystko by się dobrze skończyło! – Blondyn wrzeszczał okładając go po plecach.
- Nie bądź głupi! – Warknął krwistooki pędząc między drzewami.
***
- Uch..! – Jęknął zdyszany wilk. – Jesteś… ciężki… - Postawił chłopaka na ziemi.
- Morda! Ja ci nie kazałem nosić mnie jak worek kartofli! – Wrzasnął urażony.
- Dobre porównanie… - Przyznał prostując się, coś strzyknęło mu w karku. Felek warknął i uderzył go w plecy.
- Aaaał! Ty gówniarzu!
- Tak, jestem gówniarzem! – Wrzasnął na niego. W jasnozielonych oczach można było dostrzec coś dziwnego. Błyszczały się i patrzyły tak uważnie na Gilberta, aż poczuł się zakłopotany.
- C-co się tak gapisz? – Mruknął odwracając się od niego by zasłonić rumieńce.
- Wciąż mam wrażenie, że już cię kiedyś widziałem. – Powiedział blondyn przyglądając mu się jeszcze przez chwilę. Gilbert słuchał go uważnie z szeroko otworzonymi oczami. – To pewnie… tylko moja wyobraźnia… - Wzruszył ramionami.
- Ty… mały..! – Białowłosy pstryknął go w czoło.
- Ał! Co zrobiłem?! – Jęknął jasnooki.
- Nic! – Warknął rozzłoszczony.
- Więc czemu jesteś zły?!
- Nie jestem zły! – Krzyknął, po czym zapowietrzył się i powtórzył spokojnie. – Nie jestem zły…
- Skoro tak mówisz… - Mruknął Feliks. – To którędy teraz? – Chłopak rozejrzał się dookoła. Gilbert odchrząknął i szybko wzrokiem ogarnął otoczenie.
- Chyba… wiem gdzie jesteśmy…
- Chyba? – Kapturek spojrzał na niego grobową miną.
- Chicho gówniarzy! – Warknął i złapał chłopaka za nadgarstek ciągnąc za sobą. – Po prostu chodź za mną.
- …ok. – Powiedział cicho Felek.
***
- Długo jeszcze? – Jęknął blondyn. Już nie chciało mu się chodzić, od rana stoi na nogach.
- Mówiłem żebyś był cicho..! – Warknął.
- Nogi mnie już bolą!
- Cicho!
- Powtarzasz się!
- Cicho! Coś słyszałem. – Gilbert nastawił uszy i zaczął nasłuchiwać. – To chyba rzeka… - Mruknął. – Chodźmy dalej. – Dodał po chwili ciągnąc Felka dalej, lecz tym razem złapał go za rękę. Kapturek poczuł się nieco skrępowany tą sytuacją, ale nie mógł oderwać wzroku od ich splecionych dłoni.
- W-wilku… - Powiedział stłumionym głosem zielonooki. Gilbert gwałtownie się zatrzymał, to był pierwszy raz, gdy Feliks zwrócił się do niego tak oficjalnie. Wilk odwrócił się pytając.
- Co?
- Jak się nazywasz?
- … - Szkarłatnooki przez chwilę nie wiedział co powiedzieć, po prostu nie spodziewał się takiego pytania. Pogubił wszystkie myśli i słowa.
- Masz imię, prawda? – Spytał chłopak. Wilk odkiwnął mu wciąż nie potrafiąc z siebie nic wydusić.
- Więc, jak masz na imię? Ja nazywam się Feliks. – Kapturek uśmiechnął się delikatnie.
- W-wiem jak masz na imię… - Bąknął cicho.
- Więc teraz ty się przedstaw.
- Mów mi… Gilbert… - Powiedział wciąż trzymając dłoń blondyna.
- Więc, Gilbert. – Chłopak wyszczerzył białe ząbki. Białowłosemu zrobiło się ciepło na sercu, a ten żar rozprzestrzenił się na resztę jego ciała.
- Dobra, nie stójmy tak tutaj! – Powiedział wilk i ponownie ruszył do przodu mocno ściskając dłoń Feliksa, zupełnie tak, jakby chłopak zaraz miał ją wyrwać i zniknąć. Jasnooki dostrzegł, że policzki Gilberta są mocno zaczerwienione.
- Nie wiem czemu, ale cieszę się… - Felek szepnął ledwie słyszalnie.
- Mówiłeś coś?
- Nie, nic. – Ręką stłumił śmiech.
***
- Widzę domek. – Oświadczył wilk.
- Nareszcie! – Ucieszył się Kapturek. Już chciał pobiec do przodu w stronę chatki, lecz Gilbert wciąż trzymał go za rękę.
- Um… Gilbert? – Powiedział zielonooki. Białowłosy przygryzł wargę i niechętnie puścił drobną dłoń chłopaka. Blondyn jeszcze przez chwilę stał i patrzył z żalem na czerwonookiego. Miał lekko opuszczone uszy i ogon, ale walczył, żeby nie było po nim nic widać.
- Na co czekasz? – Spytał siląc się na złośliwy uśmieszek. – Idź!
- Więc… żegnaj. – Powiedział z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- Taa… Pa. – Wilk odwrócił się jako pierwszy. Powoli odchodził póki nie usłyszał oddalających się kroków za sobą. Zatrzymał się, zwrócił w stronę Czerwonego Kapturka i ze smutnym uśmiechem powiedział. – Szybko się do ciebie przywiązuję… a potem długo cierpię. – I odszedł w głąb lasu.
***
- Cholera! Co się ze mną dzieje?! Przecież nawet nie znam tego gościa! – Mówił rozzłoszczony sam na siebie. – I to, co chciał mi wtedy zrobić! – Poczerwieniał na samą myśl o tamtej sytuacji. Ale…- pomyślał. – …wydawał się smutny… - Dokończył myśl. Odwrócił się by spojrzeć za siebie, ale nikogo już tam nie było. - I to dziwne uczucie… Takie znajome… Tak nostalgiczne… - Zastanawiał się dalej.
- Teraz to już nieważne. – Mruknął do siebie. Stanął przed drzwiami do domku babci i złapał za klamkę, gdy nagle usłyszał dalekie wrzaski. Odwrócił się gwałtownie z cichą nadzieją. Przymrużył oczy by lepiej dostrzec czy coś nie porusza się w lesie, gdy nagle z krzaków wyłonił się Gilbert. Biegł jak oszalały i wrzeszczał.
- Na co kurwa czekasz?! Otwieraj te drzwi!
- Że co?! Co ty se myślisz?! – Wrzasnął na niego, lecz nim zdążył jeszcze coś dopowiedzieć, ten już na niego naskoczył i chwycił za rękę wciągając do chaty.
- C-co ty robisz?! – Spytał oszołomiony blondyn. Gilbert głośno dysząc wybełkotał.
- T-ten dupek… znalazł mnie!
- Dupek? – Powtórzył jego słowa, poczym podszedł do okna i nieco wyjrzał zza zasłony. Na polanie przed domem szwendał się leśniczy z bronią, z której jeszcze ulatniały się ostatki dymu.
- Wiem, że gdzieś tu jesteś! Odstrzelę ci łeb jak cię zobaczę! – Wrzasnął szatyn.
- Hmm… Tym cię raczej nie wybawi. – Zaśmiał się nieco zmieszany chłopak.
- Sama jego japa mnie przeraża! – Białowłosy zadrżał. - Ja już stąd nie wychodzę! – Syknął przez zęby wilk.
- Wyłaź! – Głos Torisa był coraz głośniejszy i coraz bliżej domu.
- Cholera..! – Jęknął czerwonooki nieco panikując. – To nie fair! On ma strzelbę, a ja? Zupełnie NIC! – Złapał się za głowę. Blondyn stał w zamyśleniu. Nagle potrząsł głową i podszedł do drzwi. Otworzył je, wyszedł i rozłożył dłonie na boki w geście obrony Gilberta.
- Proszę stąd odejść! – Feliks patrzył na leśniczego z wielką powagą i zawziętością. Czerwonooki był zaskoczony.
- Jest z tobą wilk?- Spytał leśniczy. Na widok bezpiecznego Kapturka opuścił gardę.
- Tak! – Odpowiedział stanowczo.
- Czemu?! Ty też przeciwko mnie?!- Jęknął białowłosy obawiając się o swoje życie.
- Nie pozwolę ci go skrzywdzić! – Dalej upierał się zielonooki.
- Co? Przecież on cię porwał! Nic ci nie zrobił? – Spytał zatroskany o chłopca.
- Gilbert nie jest taki zły! – Blondyn był pewien siebie, choć już mniej przy kolejnym zdaniu. – M-może z początku tak… ale sam mnie tu przyprowadził i najzwyczajniej potem planował odejść! Więc nie pozwolę ci go teraz skrzywdzić! – Chłopak był coraz bardziej zawzięty.
- G-Gilbert? Już przeszliście na TY? – Zdziwił się ciemnooki.
- Właśnie tak! Więc jeśliś łaska, to spadaj, a my się skumplujemy jeszcze bliżej! – Zaśmiał się złośliwie krwistooki wciągając do domku Feliksa. Poczuł się pewniej. Zatrzasnął za sobą drzwi.
- T-to niebezpieczne! – Wrzasnął leśniczy uderzając dłońmi o drzwi. – Nie możesz się z nim zadawać! – Szatyn dobijał się z całych sił. Gilbert zabarykadował wejście swoim ciałem.
- Heh! Całkiem silny..! – Mruknął niby z uśmieszkiem, choć obawiał się, że zbyt długo nie wytrzyma. Feliks stanął obok niego i również zaczął napierać na drzwi. Wilk początkowo patrzył na niego niezrozumiale, lecz potem uśmiechnął się w dwuznaczny sposób i powiedział. – Robisz to dla mnie?
- H-he?! – Zielonooki poczerwieniał gwałtownie.
- Ech dzieciaku… - Mruknął cicho krwistooki.
- N-no co? – Bąknął czerwieniąc się jeszcze bardziej.
- Jesteś zbyt słodki. – Zaśmiał się Gilbert.
- Morda… - Wybełkotał chowając rumieńce za jasnymi włosami.
- Napraaaaawdę słodki. – Powtórzył starając się dostrzec wyraz jego twarzy.
- Daj spokój… - Feliks chciał zapaść się pod ziemię ze wstydu. – To krępujące…
- Zawsze taki byłeś. Czasem wstydliwy, czasem zbyt nachalny… - Zaczął mówić wilk. Kapturek spojrzał na niego. Białowłosy wyglądał zupełnie jak podczas ukrawania się w krzakach. Lekko zarumieniony z małym uśmiechem na twarzy i mówił. - …ale zawsze, a to zawsze przeuroczy. – Dokończył szczerząc białe kły. Wysunął dłoń w stronę chłopka i przyciągnął go do siebie, poczym bez wahania pocałował. Blondyn wrzeszczał wewnątrz siebie, lecz nic nie było w stanie zagłuszyć w tej chwili jego serca.
-Tak bardzo, bardzo uroczy. – Wyszeptał obejmując go mocno. Toris w końcu wbił się do chałupy i zastał Gilberta obściskującego Felka.
- Co wy..? – Spytał niedowierzając.
- A nie mówiłem ci, że chcemy się znacznie bliżej poznać? – Syknął na leśniczego zasłaniając wciąż oszołomionego Czerwonego Kapturka swoim ciałem. – Znacznie bliżej. – Podkreślił. Leśniczy nie wiedział co powiedzieć zupełnie tak samo jak jasnooki. Szatyn stał i gapił się na niego z otwartymi ustami. Po chwili zreflektował się i zabezpieczając broń powiedział.
- I tak jeszcze z tobą nie skończyłem.
- Hę?! Czego ty jeszcze ode mnie chcesz?! – Jęknął nie mając pojęcia, o co może mu jeszcze chodzić.
- Porwanie nie jest twoim pierwszym wykroczeniem..! – Mruknął Toris przewieszając sobie broń przez szyję i wyciągając z podręcznej torby koszyczek należący do blondyna. Wyciągnął dłoń z przedmiotem do przodu mówiąc.
- To należy do ciebie Kapturku.
- A! Dzięku… - Zaczął chłopak. Już chciał wyjść do leśniczego i odebrać wiklinowy koszyk, gdy wilk ponownie cofnął go do tyłu.
- Dziękuję. – Gilbert powiedział z cichą nutka warknięcia i zabrał przedmiot z dłoni Torisa.
- Jak schowałem strzelbę to się poczułeś pewniej, co? – Zwrócił uwagę stoicko spokojny szatyn.
- Heh! – Krwistooki parsknął śmiechem i odwrócił się do Felka chcąc oddać mu koszyk. Dopiero teraz blondyn dostrzegł, w jaki sposób ten wilk na niego patrzy… oraz jak bardzo macha ogonem, gdy jest przy nim. Tak czule… - pomyślał Kapturek utkwiwszy w szkarłatnych tęczówkach złego wilka.
- Możecie przestać..?- Wtrącił Toris nie mogąc już wytrzymać maślanych ocząt tej parki. Blondyn opuścił wzrok na ziemię, Gilbert również zakłopotany podrapał się po głowie.
- To ja… sprawdzę co u babci… - Zaproponował jasnooki i popędził schodami na górę, tymczasem białowłosy został sam na sam z leśniczym.
- … - Oboje milczeli, lecz podczas tej ciszy szatyn spoglądał na wilka złowrogo.
- No czego? – Warknął krwistooki czując te nieprzyjemne spojrzenia.
- No nic… - Mruknął krzyżując ręce.
- To bardzo dobrze. – Odetchnął spokojnie.
- Ale… - Zaczął Toris i pokrzyżował marzenie białowłosego go świętym spokoju. - …tak jak mówiłem masz na sumieniu coś więcej, niż porwanie Kapturka.
- Daj, że już spokój! Ja też muszę z czegoś żyć!
- No ale kradzież JEGO zwierząt i roślin?! To lekka przesada! – Szatyn zadrżał na myśl o tym.
- Myślisz, że nie wiem?! Teraz omijam jego siedlisko wielkim łukiem!
- Nie dziwię się… - Oboje czuli przerażenie na myśl o TEJ osobie. Nagle z piętra dosłyszeli krzyk Feliksa.
- B-babciu!
- Co się stało?! – Krzyknął Toris i popędził na górę wraz z Gilbertem. Weszli do sypialni i spostrzegli młodego wilka leżącego z babcią na łóżku. Byli cali poplamieniu czymś czerwonym.
- To tylko sos… - Parsknął śmiechem białowłosy.
- Hmm… Też racja. – Mruknął Kapturek kosztując odrobinkę. – A tu są jeszcze kluski. – Dodał biorąc jednego do ręki.
- PAAAAAASTA! – Wykrzyknęła babcia przez sen.
- Twoja babcia… - Zaczął czerwonooki. - …jest facetem… - Dokończył zdegustowany.
- Prawda. – Potwierdził chłopak. – I jakby co, to ja też jestem facetem.
- Naprawdę? – Udał zdziwioną minę i rozczochrał włosy blondynowi. – Sam się zorientowałem. – Dodał podchodząc do śpiącego Ludwiga. Kapturek przeczesywał dłońmi włosy cicho zerkając na wilka. – Ale… nie bardzo rozumiem, czemu nosisz sukienkę. – Przykucnął przy łóżku i spojrzał na niego pytająco.
- Bo mama, zawsze chciała mieć córeczkę. – Mruknął gładząc materiał ubrania.
- …co? – Białowłosy otworzył buzię zdziwiony. Co ONA sobie myśli - wrzasnął w myślach krwistooki.
- A twoja babcia, czemu nie jest dziadkiem? – Spytał wskazując na Feliciano, który jakby nie było jest stuprocentowym facetem tak samo jak Kapturek.
- Bo woli być babcią. – Zielonooki wzruszył ramionami.
- Co za rodzina… - Wilk się załamał, już nie mówiąc o leśniczym, który doznał tego znacznie wcześniej i po prostu wyszedł na korytarz nie mogąc dłużej słuchać tych bzdur. Przeszedł się wzdłuż oglądając obrazy na ścianach. Wiele z nich było godnych uwagi i każdy namalowany przez tego samego artystę, co zauważył Toris. Jedyne co go zdziwiło to ciemny, zakurzony materiał pokrywający jeden z obrazów. Leżał sobie spokojnie, zapomniany za szafeczką, wystając nieco zza niego.
***
- Babciu, pobudka. – Felek lekko szturchał Feliciano.
- Lud, wstawaj. – Gilbert również zaczął budzić swojego brata. Śpiochy w końcu zbudziły się, oczyściły z sosu pomidorowego i klusek. Wszyscy zeszli na dół. Babcia Kapturka była na tyle miła, że zaprosiła wszystkich zebranych na obiad. Cóż, nikt nie miał nic przeciwko, sporo się dziś nabiegali i w brzuchach mieli dość pusto. Feliks wraz z Ludwigiem pomagali w kuchni babci, natomiast Gilbert i Toris w końcu spoczęli przy stole w jadalni. Wilk rozwalił się na krześle jakby był u siebie, a leśniczy patrzył na niego zamyślony.
- No czego? – Warknął białowłosy czując się nieswojo.
- To może zabrzmieć dziwnie, ale… od jak dawna znasz Czerwonego Kapturka?
- Feliksa? – Zaśmiał się czerwonooki poczym powiedział. – Od dziś.
- Naprawdę? – Spojrzenie szatyna było niezwykle poważnie, co nieco wkurzyło Gilberta.
- Czy to jakieś przesłuchanie? Myślisz, że jesteś detektywem, czy co? – Warknął białowłosy marszcząc brwi.
- Widuję cię przy nim zbyt często.
- Czy ty… mnie śledzisz? – Czerwonooki poczuł jakby coś z żołądka podchodziło mu do gardła.
- Wiem, że to nie było wasze pierwsze spotkanie. Zawsze jesteś gdzieś niedaleko tego chłopaka.
- Zamknij się… - Bąknął podpierając się o stół. Dłoń trzymał na zaczerwienionym policzku.
- Od jak dawna go znasz? – Ciemnooki dalej ciągnął.
- …odkąd pamiętam. – Odmruknął. Czuł miłe ciepło na ciele za każdym razem, gdy wspominał stare czasy i tym razem było tak samo.
- To dość długo.
- Taaa, sporo. – Oboje spoglądali w okno naprzeciw nich.
- A kiedy się skończyło?
– Szybko… Znacznie za szybko. – Wilk położył głowę na stole.
- …rozumiem. – Odparł cicho, miękkim głosem. Widział w oczach Gilberta, że ten temat nie jest dla niego zbyt przyjemny. Nagle białowłosy wydał z siebie cichy chichot.
- Szkoda, że tylko ja to wszystko pamiętam. – Szkarłatnooki uśmiechnął się żałośnie. - Czasem wolałbym nic nie pamiętać…
- Nie chcę cię obrażać czy coś, ale… - Gilbert podniósł wzrok na szatyna. - …psy nigdy nie zapominają osób, na których im zależy.
- Nie chciałeś, ale ci się udało… - Zazgrzytał zębami. – Chociaż… raczej masz rację.
- One nie zapominają i kochają wiecznie. – Leśniczy uśmiechnął się pod nosem.
- K-kochają? – Gilbert zająknął się i cały poczerwieniał. – T-tak sądzisz? – Nachylił się oczekując niecierpliwie odpowiedzi.
- Hm? Ale co?
- Um… Nic… - Mruknął. Czy on też uważa, że się… z-zakochałem? – Pomyślał czując się coraz bardziej skrępowany. Przymknął oczy i westchnął wypuszczając z siebie nagrzane powietrze.
- Wszystko dobrze? – Spytał głos, który wprawiał w szaleństwo serce czerwonookiego. Feliks położył chłodną dłoń na rozpalonej głowie białowłosego pochylając się nad nim.
- N-nie! Nic mi nie jest! – Podskoczył na równe nogi z wrażenia. To było już byt wiele. Blondyn tak nagle się pojawił.
- A może… - Zaczął z przenikliwym uśmieszkiem Toris zwracając na siebie uwagę obojga. - …to miłość? – Te słowa sprawiły, że Gilbert szalał wewnątrz siebie.
- C-c-c-c-co za bzdury bredzisz?! – Wrzasnął ciągnąc się za poczerwieniałe uszy. Feliks będąc nie w temacie jakoś nie bardzo zastanawiał się, o co może im chodzi.
***
- A cóż takiego przyniosłeś mi tym razem Kapturku? – Spytał Feliciano. Wszyscy siedzieli już przy stole po obiedzie.
- Hm? A! No tak! Zupełnie zapomniałem. – Feliks położył koszyczek przed sobą i zaczął wypakowywać mówiąc. – Makowiec… Wódka… Past… - Nie skończył mówić, ponieważ wszyscy nagle rzucili się ku butelce z krzykiem.
- NIE!!!
- E? Nie lubicie? – Zdziwił się zielonooki.
- Przecież dobrze wiesz, że ON szlaja się po lesie! – Warknął podenerwowany Gilbert. – Każdy to wie..!
- A co gdyby wyczuł zapach tej butelki? – Toris skarcił blondyna.
- Myślałem, że to tylko miejscowa legenda… - Mruknął Kapturek.
- Bez żartów! ON jest prawdziwy! I przerażający… - Zadygotał czerwonooki.
- Skoro tak mówicie, to zaraz wywalę tę butelkę. – Blondyn wziął ją do dłoni i już chciał wyjść, gdy w pokoju zrobiło się dziwnie chłodno. Drzwi zaskrzypiały delikatnie uchylając się. W ciemności zaświeciły dwa fioletowe ślepia, wszyscy poza Kapturkiem wstrzymali oddech ze strachu. Chłopak już otwierał usta by coś powiedzieć, gdy nagle rozległ się echem złowrogi głos.
- водка*… - Kapturek zgłupiał w tym momencie. – воoooooдка! – Do pomieszczenia wlazł sam w swojej osobie pijak Iwan, postrach sklepików monopolowych. Mężczyzna z dziwnym uśmiechem na ustach podszedł do blondyna. Gilbert już drgnął chcąc zerwać się z miejsca. Fioletowooki pochylił się nad drobnym Feliksem i ku zdziwieniu wszystkich zebranych pocałował go, po czym powiedział.
- Спасибо**. – I wyskoczył przez okno. Kapturek stał w miejscy jak słup soli nie wiedząc, co zrobić. Wilk już pieklił się od wewnątrz lecz nic nie powiedział, a jedyną osobą która rozumiała, o co mu chodzi był leśniczy.
- Um… - Zaczął Ludwig. – Wszystko dobrze?
- A! T-tak. – Zaśmiał się zakłopotany Feliks. Zaczął drapać się po czerwonym policzku mając w głowie kłębek dziwnych myśli.
- O! – Nagle odezwał się Feliciano. Wszyscy na niego spojrzeli. – Zabrał wódkę. – Wskazał palcem na puste dłonie Kapturka.
- …prawda… - Potwierdził chłopak spoglądając na swoje ręce. Wszyscy jeszcze nie otrzęśli się po tej dziwnej sytuacji, lecz cicho zaczęli chichotać. Wszyscy, po za naburmuszonym Gilbertem.
***
Zapadł zmrok i wszyscy zaczęli się rozchodzić. Leśniczy postanowił odprowadzić Kapturka do domu. Po zobaczeniu niezadowolonej miny wilka wolał mieć pewność, że odprowadzi go pod sam dom. Blondyn promieniował radością i uśmiechał się od ucha do ucha.
- Wydajesz się zadowolony. – Stwierdził szatyn.
- Taaa, też mi się tak wydaje. – Odrzekł z lekkim rumieńcem. Po tym przez dłuższą chwilę szli w ciszy, gdy nagle Feliks zatrzymał się.
- Coś się stało? – Spytał Toris.
- Nie… - Mruknął spoglądając w stronę polany, na której dziś rano spotkał Wilka. Uśmiechnął się delikatnie i powiedział. – Gdybym się dziś tu nie zatrzymał to nic by się nie zdarzyło…
- To znaczy?
- Tutaj go spotkałem. – Powiedział plącząc palce u dłoni.
- Go? – Dopytywał się dalej.
- Gilberta… - Chłopak spuścił wzrok na ledwo widoczną w ciemności ziemię. – Dalej dojdę sam. – Zwrócił twarz w jego stronę.
- Ale… - Zaczął ciemnooki.
- Dam radę. Nie jestem już dzieckiem. – Prychnął blondyn.
- Heh… - Zaśmiał się szatyn i przechodząc obok Kapturka rozczochrał mu włosy mówiąc. – Więc się tak nie zachowuj. – I odszedł. Jasnooki szybko poprawił włosy przeczesując je palcami i wszedł na polanę. Pochodził w kółko, porozglądał się na boki w poszukiwaniu czegoś, lub kogoś. Ciekawe czy go jeszcze zobaczę? – Zamyślił się przykucając przy rzędzie kwiatków. Dotykał lekko opuszkami palców jasne płatki, które przez ciemność wydawały się być zabarwione na niebiesko.
- A co ty tu jeszcze robisz? – Z zamyślenia wyrwał go ten charakterystyczny głos należący do Gilberta. Blondyn zerwał się. – Myślałem, że tamten dupek miał cię odprowadzić…
- Tak, ale już niedaleko jest mój dom, więc… - Odwrócił się, lecz nie zobaczył za sobą nic prócz ciemności. – Um… Gdzie jesteś? – Przymrużył oczy, ale dojrzał tylko kontury drzew i krzaków.
- Centralnie przed tobą. – Zaśmiał się wilk.
- Nie widzę…
- A teraz… - Mruknął krwistooki. Jego głos zdradził, że porusza się, a nie stoi w miejscu. – …jestem za tobą. – Ostatecznie szepnął mu do ucha. – Blondyn obficie zarumienił się, co akurat Gilbert mógł dostrzec w tej ciemności. Nie mógł powstrzymać się przed uśmieszkiem i nawet się nie starał.
- I jak ty teraz wrócisz do domku? – Zaśmiał się białowłosy.
- D-dam sobie radę! – Kapturek znów czuł się poniżany przez wilka. – Nie musisz się tym martwić! – Bąknął krzyżując ręce. Nastąpiła chwila ciszy i namysłu dla obojga, gdy Gilbert nagle po prostu oparł się o chłopaka i mruknął.
- Wiem, że nie muszę… - Złapał zielonookiego za dłoń. – …ale jednak martwię się i odprowadzę cię. – Bez namysłu i choćby chwili oczekiwania na odpowiedź Kapturka pociągnął go za sobą.
***
Szli w głuchej ciszy i ciemności. Dłoń wilka była duża i tym razem niezwykle ciepła, ich palce były splecione. Nim Feliks zorientował się już stali przed jego domkiem. Blondyn nieco posmutniał. Nie chciał już wracać do domu, obawiał się, że więcej nie zobaczy się z białowłosym. Oboje mocno trzymali się nawzajem, żaden z nich nie chciał puścić dłoni drugiego jako pierwszy. Kapturek zagryzł dolną wargę i zmarszczył brwi. Ledwo widoczny obraz domu zaczął się rozmazywać. Felek smarknął pocierając wolną ręką zaczerwieniony nosem. Wilk słysząc to spojrzał na niego.
- T-ty! Czemu płaczesz?! – Czerwonooki pośpiesznie pochylił się nad chłopakiem.
- Nie płaczę! – Wybełkotał chowając twarz.
- Nic nie rozumiem… - Jęknął Gilbert. – Co zrobiłem źle? – Wilk chwycił twarz zielonookiego między dłonie kciukiem ścierając pojedynczą łezkę. – Aż tak się mnie boisz? – Spytał patrząc w jasne oczy Feliksa. Drżały, ale nie ze strachu, bardziej z podniecenia. Blondyn stanął na palcach i pocałował białowłosego. Krwistoczerwone oczy wilka były szeroko otwarte, nie chciał im uwierzyć, myślał że płatają mu jakiś figiel. Przejechał ręką wzdłuż twarzy chłopaka aż do ramion. Czuł go. Jego ciepło, ciało, zapach. To działo się naprawdę, a nie w śnie tak jak zazwyczaj. Kapturek odsunął się zasłaniając wstydliwie usta.
- Ja… Ja będę już szedł! – Oznajmił, po czym szybko pobiegł w stronę domu zostawiając za sobą oszołomionego wilka, który otrząsł się, wstał, otrzepał spodnie, podrapał po uszku i powiedział.
- Teraz to ja już kompletnie nic nie rozumiem… - Podniósł wzrok w stronę domku. Blondyn już doszedł, otworzył drzwi i zastygł. Po chwili odwrócił się w stronę Gilberta, by jeszcze raz na niego spojrzeć. Czerwonooki uśmiechnął się na ten widok i krzyknął do blondyna.
- Wpadnę jutro! – Schował dłonie do kieszeni przechylając głowę lekko na bok. Felek szybko schował się do środka domku. Zamknął za sobą drzwi, po czym oparł się o nie. Położył dłoń na piersi, czuł jak bardzo serce chciało się wyrwać z jego wnętrza. Mimo wszystko uśmiechnął się i popędził do swojego pokoju. Natomiast białowłosy jeszcze przez chwilkę pochodził dookoła domu. Wszedł do ogrodu i usiadł na ziemi.
- Feliks! Co do cholery zrobiłeś na ścianie domu?! – Wrzasnęła Elżbieta na syna. – Jutro będziesz cały dzień ścierał te bazgroły! I czemu wróciłeś tak późno, co?! – Wilk zaśmiał się cicho. Położył się na chłodnej trawie i powiedział spoglądając w niebo.
- Wróciłem.












































--
"Crazy about yaoi"
Sorry for my english. I'm Polish ^^
I oczywiście jak najwięcej PrusPol'a
--
" Dla Polaków można zrobic wszystko, z Polakami nic. "
~ Aleksander Wielopolski
--
I love:
ANIME MANGA HETALIA PRUSPOL! <3
My cat Ptysia =^.^=
Travel! I wanna see whole world in one life!
...In Polish schools, teachers can not teach English! My grammar sucks! >.<
--
Kto chce z nami ruszyć w bój i na krucjatę razem iść
Zobaczy lepszy świat, kto barykady zajmie szczyt
(Sorry for my English, I'm Polish and I use the translator)
--
uhh sorry for my english
--
Sorry for my English~ I'm from POLAND!
[link] Totalnie Polska~ :3
Żółć - most Polish of Polish words
Friends? ;^;
Dużo weny, zdrowia, szczęścia, PrusPolu, i czego jeszcze chcesz ^^
--
Muminki cię widzą,
muminki cię śledzą,
muminki cię znajdą,
zabiją i zjedzą.
PrusPola
Spamano
YAOI !!!!!!!!!!
--
Четыре танкиста, одна невеста...
--
,,Pod konarami kasztana.
Pan sprzedał mnie, a ja pana.
Ich pogrzebano, a my od rana.
Pod konarami kasztana."